gallery/labedz9
gallery/labedz10

Strona Artmana o rozwoju duchowym,

samoświadomości, analizach, medytacji i oświeceniu

Współczesne prawo karmy

 

Przeglądając ostatnio swoje notatki zauważyłem wpis o tym tytule pochodzący z roku 2011. Jak ten czas szybko mija - pomyślałem. Trzy lata czekał na ukazanie się. Zaistnienie w tej przestrzeni. Czasem się zastanawiam, dlaczego od jakiejś idei do jej materializacji mija pewien czas i dochodzę do wniosku, że wynika to nie tylko z woli autora, ale również z poziomu świadomości i otwartości innych osób, do których dana idea ma szansę trafić. W tej chwili już wyraźnie widać, że osób, które myślą lub zaczynają myśleć w ten sposób, jest więcej, ma ona więc szansę na zaistnienie w szerszym kontekście.

Pora więc zatem, aby wreszcie napisać ten artykuł, który niestandardowo - jak to przeważnie u mnie - obejmuje to zagadnienie.

 

Zatem - od początku. Wiele osób zajmujących się ezoteryką czy duchowością zna lub zapoznaje się z prawem przyczyny i skutku, zwanym prawem karmy. To świetne narzędzie, a raczej proces, który unaocznia nam i porządkuje działania we wszechświecie. Jak mówią niektórzy: "co zasiejesz to i zbierać będziesz" lub "każda przyczyna ma swój skutek". Mówi ono, że każde działanie - zarówno fizyczne, mentalne - myślowe, jak i uczuciowe, czy energetyczne wywołuje w nim i przestrzeni wokół niego określone skutki. Możemy je kategoryzować jako dobre, niedobre, albo korzystne lub niekorzystne zarówno dla ich twórcy, jak i innych istot, które załapały się na ich wystąpienie. Dlatego warto na tyle, na ile można dbać o to, co się myśli, mówi, robi, a nawet czuje, co dla niektórych może być niełatwe lub zaskakujące, bo tym wszystkim wpływamy na siebie i swoje otoczenie - najpierw to bliższe, a potem dalsze. Bo wszystko, co wszystkie istoty czynią, wpływa na wszystko inne w całej przestrzeni, chyba, że… ale o tym za chwilę.

 

Prawo karmy powoduje, że Wszechświat w swej całości dąży do równowagi i zadośćuczynienia pomiędzy swymi poszczególnymi elementami. W każdej chwili wszyscy i wszystko, bo dla niektórych wszystko żyje, nie tylko to, co powszechnie uważa się za "żywe", dąży do harmonii czyli dynamicznego zrównoważenia swych energii.

 

Są różne podejścia do zagadnienia karmy. Tutaj można wyróżniać poszczególne spojrzenia, które mówią, że jeżeli dana osoba (dusza lub istota) komuś zrobi lub zrobiła jakąś krzywdę, to ta sama osoba (dusza lub istota) na pewno w tym lub kolejnym życiu zrobi jej to samo lub coś równoważnego. Czyli muszą się spotkać - tak przynajmniej twierdzą.

Niektóre osoby zaczęły już zauważać, że nie zawsze tak to musi działać. Że czasem wcale osoba A nie musi "odpłacić" osobie B bezpośrednio, bo wszechświat tak aranżuje wydarzenia, że osoba B spotyka osobę C, która robi jej dokładnie to samo, czego zaznała kiedyś od niej osoba A. Daje to również szansę osobie A do uwolnienia się do swych ewentualnych tendencji do odwetu. Pozwala na zaistnienie w niej przebaczenia i pójścia w wyższe wibracje świadomości.

 

Pod pewnym względem prawo karmy jest lub wydaje się mądre i sprawiedliwe. Oto nikt nie ucieknie przed skutkami swoich działań. Piękne to i budujące. Sprawiedliwy Wszechświat i Bóg karzą niesprawiedliwych i nieuczciwych. Jakie to wspaniałe i uspokajające.

 

Dodam jeszcze, że według mojego wyczucia i spojrzenia, w tej chwili w to prawo karmy włączyły się również żywioły - takie jak woda lub powietrze i czasem to one "odpłacają" karmicznie niektórym osobom, zamiast poszczególnych ludzi lub społeczności. Być może zresztą tak było od zawsze, ale w mniejszym procencie, lub ludzie nie byli jeszcze gotowi zauważyć to i zaakceptować.

 

Mam też również duże wrażenie, że odpłata karmiczna zachodzi teraz dużo szybciej, niż w przeszłości. Ma na to wpływ albo struktura czasu w tej części galaktyki i Kosmosu, w której jest obecnie nasz Układ Słoneczny, albo częstotliwość wibracji poszczególnych ludzi i kosmosu, przez którą przelatuje teraz nasz Układ Słoneczny. Z pewnością w tej chwili zachodzi także dużo więcej procesów w przestrzeni mentalnej i emocjonalnej na tej planecie, które powodują wzmożenie procesów, zwłaszcza pomiędzy ludźmi.

 

Jakże zatem to piękny i porządkujący mechanizm to prawo karmy. Niektórzy mówią nawet, że jest to nadrzędne prawo, które zapewnia pokój, spokój i harmonię we wszechświecie.

I tak z pewnością jest,…ale tylko do pewnego stopnia. Otóż według mnie prawo karmy obowiązuje, ale tylko w przestrzeni fizyczno-(astralno)-mentalnej. Może sięga delikatnie do przyczynowej. Ale nie wyżej. W wyższych wibracjach jest już prawo Miłości i Wolności, swobody i piękna.

Tutaj - po zmianie intencji i przede wszystkim - stanu świadomości i wibracji, może wkroczyć każdy, który chce, jest gotowy i otwarty, a przede wszystkim taki, który chce współpracować ze swoją własną Wyższą Jaźnią i jej się poddać - Jej inspiracjom i woli.

 

Mam też odczucie, że ta wiedza - jakoby prawo karmy - przyczyny i skutku było jedynym i obowiązującym, jest lansowana przez grupy istot, które lubią taplać się w gmatwaninie nieszczęścia, dwubiegunowości typu wygrany-przegrany i sędziowskiego podejścia typu "masz za swoje" i "sprawiedliwości stało się zadość". Te istoty lubią emocje, pot i łzy. Lubią też - ponieważ dobrze rozumieją ten mechanizm - odgrywać rolę "bogów" i "wyswobodzicieli". Tyle, że nie uczą tego skutecznie. Zawsze chcą być bowiem na pozycji wygranych - tych, którzy wiedzą a co za tym idzie, mają nadal władzę nad innymi i dojście do ich skupionej energii, którą mogą wykorzystywać do swoich celów, nie zawsze dobrych dla innych istot a nawet niezgodnej z ich wolą, celami Wyższej Jaźni czy Dobra Ogólnego.

 

Ten poziom świadomości jest bardzo absorbujący i mocno trzymający, bo dosyć łatwo jest tu wywołać takie zjawiska czy sytuacje, które mocno wciągają uwagę i świadomość danej istoty czy grupy, powodując jej zaangażowanie się i mocne utkwienie w tych wibracjach.

 

Tutaj nie mówię, że zaangażowanie się jest złe czy niekorzystne. Wręcz przeciwnie. Zaangażowanie się, nawet pełne jest bardzo ważne a nawet kluczowe. Ale o wiele lepiej jest się zaangażować w to, co najlepsze, w to co buduje i w to, co realnie zmienia coś - jakieś postawy, wzorce czy zachowania, zwłaszcza w dłuższej perspektywie czasowej.

Nie wiem, czy miałeś kiedyś wrażenie, że niektórzy ludzie po prostu lubią tworzyć sobie kolejne problemy. I nawet, jak uratujesz ich z jednego, to zaraz znajdą sobie dwa inne. Dlatego czasem trzeba wejść na zupełnie inny poziom działania i rozumienia sytuacji.

Jest to odrębny temat, który obejmuje szereg zagadnień związanych z mechanizmami podświadomości, wyuczonymi wzorcami zachowań i reakcji oraz tym, że jeśli ktoś nie zechce prawdziwej zmiany sam z siebie - od środka, to w niewielu przypadkach pomoc z zewnątrz jest lub będzie skuteczna.

Dobrym przykładem są osoby powracające do toksycznych związków lub te, które stale wyszukują podobnych partnerów, którzy nie są dla nich korzystni. Tacy ludzie czasem muszą przejść długą drogę, zanim naprawdę zauważą swoje działania, reakcje i zechcą jakiejkolwiek zmiany. Tak to niestety działa w tej przestrzeni fizyczno-mentalnej.

 

Odrębnym również zagadnieniem jest to, że wszystko, co istnieje jest jednym "organizmem", jedną "istotą", która pokazuje - ujawnia poprzez niektóre istoty - np. smutne, złe lub będące w depresji - swoje wzorce, ale tym razem w szerszym kontekście - całości istnienia, które to wzorce warto w tej całości istnienia zmienić, uzdrowić lub z nich w ogóle zrezygnować dla dobra Ogółu Istnienia.

Takie rozumienie tego zagadnienia powoduje, że nie patrzy się na daną jednostkę w sposób karmiczny, piętnując ją lub oceniając, ale w sposób wyrozumiały i z miłością, wiedząc i rozumiejąc, że oto wszechświat pokazał nam wszystkim, co warto zmienić dla dobra wspólnego.

Oczywiście takie rozumienie tego zjawiska jest raczej możliwe wtedy, gdy zarówno jednostka, jak i jej otoczenie są na tyle świadome, aby na tym poziomie rozpatrywać jej problem. To dlatego w niektórych społecznościach kłopoty jednostek rozwiązuje się w obecności i przy udziale całej społeczności, w której żyją, bo to wpływa na wszystkich.

Tyle tylko, że często te grupy pod względem mentalnym nie rozwinęły pewnych subtelności, które są dostępne w świecie mentalnym. Być może zresztą nie jest im to potrzebne lub z jakichś przyczyn nie jest to dla nich nawet dobre czy konieczne. Jednak większość ludzkości przechodzi przez powolny i często mozolny proces rozwoju ciała mentalnego, po którym następuje jego przekroczenie w celu wyjścia w wyższe wibracje i sferę świadomości w celu połączenia się ze Światłem i Źródłem Istnienia. Czasami też następuje ściślejsze połączenie się z naturą i przyrodą, co te ludy miały już w zasadzie wcześniej.

 

 

Wydaje mi się, że jedyną skuteczną metodą na wyswobodzenie się z tego koszmaru odrębnych jaźni, które czasem dają sobie przyjemność a czasem naparzają się do utraty tchu, również w tzw. światku duchowym jest rzeczywiste i ewidentne wyjście w przestrzeń Miłości rozumianej i odczuwanej jako przestrzeń wibracji, w której już nie ma miejsca na dualizm ani cierpienie jednostkowych jaźni, bo rozpływają się one w całości Stworzenia.

To od zawsze było i jest olbrzymim wyzwaniem dla każdego istnienia i każdej odrębnej jaźni. Również dla istot, które są lub uważają się za wysokorozwinięte duchowo.

Moim zdaniem również większość tzw. mistrzów wniebowstąpionych jest na wysokim stopniu rozwoju, tyle, że… nie przekroczyli tego progu roztopienia się w Stwórcy a tym samym rozwój ich świadomości nadal jest kontynuowany a co za tym idzie, zawsze może się on - z różnych przyczyn - drastycznie obniżyć. Dlatego warto być bardzo uważnym w odczytywaniu różnych nawet wyglądających na "oświecone", przekazów.

 

Jak wygląda rzeczywistość w krainie światła i czystej świadomości? W tamtej przestrzeni wszystko jest jasne i czyste, proste i zrozumiałe. Światło jest w większym stopniu nasycone prawdą i miłością.

W tej przestrzeni jest tylko TERAZ. A w teraz nie może być ani przeszłości z jej skutkami i przyczynami, ani przyszłości rozumianej z naszej - osobowej i jednostkowej perspektywy. Zatem nie ma przyczyn i skutków, które trzeba by było w jakiś sposób równoważyć, aby zachować względnie dynamiczną strukturę Wszechświata.

Tam jest Miłość, Spokój i Zrozumienie, więc nie ma potrzeby rodzić działań, które by temu przeczyły, bo jest to niejako niemożliwe. W naszej przestrzeni możliwe jest jeszcze wszystko. Od najgorszego do najlepszego. I na zrozumieniu tego również polega rozwój świadomości. Natomiast tam możliwe jest już "tylko" działanie od dobrego do najlepszego. Różnica jest ewidentna. Gorzej, jak jakieś istoty przywiązały się lub przyzwyczaiły, ewentualnie nie wyobrażają sobie innego stanu, paradygmatu istnienia, jak ten, jaki jest możliwy tutaj - w przestrzeni wibracji fizycznych. Wtedy bronią prawa karmy jako jedynego i najlepszego narzędzia funkcjonowania świata. Gdy tymczasem prawo miłości kasuje je wszystkie. I tego właśnie nauczali lub próbowali nauczać wszyscy mądrzy nauczyciele w rodzaju Buddy, Lao Tzu i prawdopodobnie Jezus.

Oni próbowali, abyśmy zrozumieli, że nie musimy się naparzać, nie musimy wiecznie wyrównywać rachunków, bo inaczej będzie to trwało w nieskończoność. Kiedyś pora z tego wyrosnąć, podobnie jak z wyzywania się w szkole podstawowej lub ciągnięcia koleżanek za warkoczyki (abstrahując od tego, że coraz mniej dziewczynek je dziś nosi i nie wiem czy jeszcze obecnie mali chłopcy tak postępują:).

To najprawdopodobniej do tego stanu odnoszą się słowa w rodzaju "nadstaw drugi policzek". Chodzi tutaj bardziej o wewnętrzną postawę nie wzbudzania w sobie chęci odwetu, nie prowokowania go, bo czego można się spodziewać po nieświadomych ludziach i istotach? Co prawda czasem jakaś krzywda potrafi obudzić ludzi z letargu nieświadomości, częściej jednak wpadają oni w amok zemsty, jak to pokazuje większość filmów o kung fu. I tak się bawią przez pokolenia. Niektórym się to może jeszcze podobać. Innym już nie.

 

Oczywiście w wyższych wibracjach i jeszcze wyższej świadomości - dusze, umysły, odrębne jaźnie - istoty, gdy są pogodzone ze sobą i naturalnym procesem powrotu do Źródła i stanowienia z im na powrót jedności, nie działają już wcale. Początkowo obserwują tylko, jak stają się częścią szerszego, większego procesu, którym kieruje Bóg, a potem stają się tym procesem i Bogiem w Jedności.

 

Cieszę się, że są osoby, które otwierają się na te idee. Ale jak ktoś jest przywiązany do działań swojego umysłu i się z nim identyfikuje, to nie zrozumie, że prawda jest tak prosta. Wielu mistyków namawia, do bycia „jak dzieci” czyli w  wiecznym, boskim „TU I TERAZ”. Karma jest raczej związana z poziomem świadomości i wibracji związanym z poziomem mentalnym i zbliżonymi do niego. W boskim „tu i teraz” umysł nie jest zbyt potrzebny. Jest stale dobrze. A pewnie może być jeszcze lepiej;). Karma zatem dla takiej osoby, która przebywa w beztroskim, boskim „tu i teraz” nie istnieje. To znaczy dla niego nie istnieje, natomiast dla osób identyfikujących się z umysłem, emocjami i żyjących na tym poziomie – identyfikując się z nim i  jego wytworami… karma nadal istnieje:), choć obie mogą znajdować się tuż koło siebie.

Napisałem już kiedyś zbliżony do tego artykuł.

 

To dlatego dwie osoby mogą być obok siebie, ale w innych stanach wibracyjnych i świadomości. Niejako więc żyją w dwóch różnych światach i doświadczają różnych skutków swej świadomości.

 

Dodam jeszcze, że dopóki się nie dojdzie do tego punktu "tu i teraz", lepiej jest „konwencjonalnie” „przerabiać” karmę czyli zmieniać intencje na lepsze i zgodne z WJ. Zbyt wiele osób uważa, że jak raz coś zrobią, to już mają coś załatwione. Tymczasem liście opadają co roku. Żyjemy w świecie, który jest powtarzalny i nawet na subtelniejszych planach są cykle, które, jeśli nie uświadomione, powodują nawrót negatywnych i niekorzystnych dla osobowości intencji, sytuacji i skutków.

 

Prawdopodobnie na prawie karmy i jego zawężonym i niepełnym widzeniu został skonstruowany fragment wszechświata, w którym obecnie żyjemy. Jest to idea rodem z kręgów badaczy UFO i teorii spiskowych, ale patrząc na to jak funkcjonuje większość umysłów i istot w tym obszarze i jakim celom to służy, jestem skłonny uznać to za prawdziwe.

Jest spore prawdopodobieństwo, że jacyś kreatorzy, znający dobrze prawo karmy i zjawiska zachodzące podczas kreacji mentalnych i innych podobnych, stworzyli sobie przestrzeń dla innych bytów, gdzie obowiązują ich prawa czyli według nich - nadrzędność prawa karmy.

Oczywiście wobec boskich wibracji te prawa są niczym, choć dojście do zrozumienia tego jest mocno utrudnione przez właśnie tych uzurpatorów Boga, którzy stworzyli pewną namiastkę rzeczywistości – coś na kształt poligonu. Zanim dusze po przyjściu w tę przestrzeń połapią się o co chodzi, mijają lata, albo całe życia. To nie jest ładne ani dobre. Nawet niepotrzebne. Ale tak póki co działa większość tej przestrzeni.

 

Pora więc, abyśmy przejrzeli zamiary tych istot i im podziękowali za ich trud i działanie. Być może część z tych, którzy się tu wcielają, sami kiedyś (ich dusze albo podświadomości) zapoczątkowały kreację takiego wycinka rzeczywistości. Oni chyba najwięcej zmagają się z tą rzeczywistością, bo

ufają, że muszą doświadczyć wszelkich skutków swoich działań, zamiast od razu wznieść się na poziom wybaczenia sobie i innym oraz bezwarunkowej a więc i nie powodującej negatywnych konsekwencji, nawet wobec przeszłych czynów uznawanych za niegodne, złe czy szkodliwe.

 

To o tym również opowiadają mało rozumiane przypowieści o właścicielu winnicy, który płacił wszystkim robotnikom tę samą stawkę, bez względu na to czy pracowali jedną godzinę, kilka godzin, pół dnia czy cały dzień.

Cóż…tak działa czysta, wolna miłość. W każdej chwili, w każdej sekundzie wszystkie winy i przewinienia mogą być wymazane i wykasowane w całości. W jednej chwili ktoś był skalany grzechem i występkiem, a w drugiej jest boskim przykładem doskonałości.

Dla niektórych to może być smutne i trudne do przyjęcia. Nie tego się spodziewali. Chcieli kary i jęczenia z bólu obwinionych, a tymczasem… zostali lub mogą zostać obmyci z wszelkiego grzechu i nieprawości w ułamku sekundy. Och ten Bóg…

 

O tym też pośrednio opowiada przypowieść o pannach roztropnych i pannach nieroztropnych. Choć wszystkie z nich - zewnętrznie, robiły to samo, to jedne z nich - w zależności od swych intencji znalazły łaskę u Pana a inne nie. I nie chodzi tutaj o to, że to On je wybrał lub coś zrobił. To raczej tamte - same z siebie zbliżyły się swoją świadomością do boskiej wibracji miłości, w której mogły być w towarzystwie Boga i doświadczać radości.

Fajne jest to, że każdy może te opowieści rozumieć po swojemu. Może dlatego od wieków są przekazywane, bo ludzi fascynuje ta wieloznaczność i mądrość, która przeczuwają, że niosą.

 

Być może też, taka zmiana z prawa karmy na Prawo Miłości jest normalnym i naturalnym elementem i poziomem cyklicznej zmiany i wzrostu świadomości wszechświata, którego jesteśmy elementem - niczym część w wielkim Kosmicznym Zegarku Stwórcy.

 

Jak mówi przypowieść: "I gdybyś miał dar prorokowania i wszelką wiedzę (również zapewne tę o karmie) a Miłości byś nie miał, byłbyś niczym (wobec bezmiaru Dobra Stwórcy i Harmonii Kosmosu, którą może przejawić indywidualne stworzenie).

 

Taki wymiar miłości powoduje też, że samo postrzeganie kogoś jako "jakiegoś", np. dobrego, powoduje, że takim się on staje lub jest mu łatwiej wzbudzić w sobie tę cechę i zespół zachowań, które mu towarzyszą. Pokazuje o tym doświadczenie, mam nadzieję, że prawdziwe, bo teraz wszystko warto sprawdzać samemu, ze względu na zbyt dużą możliwość preparowania materiałów cyfrowych, fotograficznych czy filmowych. Otóż ponoć w Chinach jest szpital czy instytut, w którym są wyszkoleni uzdrawiacze, którzy samym mocnym nastawieniem do tego, że widzą kogoś jako zdrowego, powodują, że w ciągu kilkunastu - kilkudziesięciu sekund! Komórki rakowe jakiegoś organu po prostu znikają, co można w czasie rzeczywistym zaobserwować na urządzeniu pokazującym obraz USG. Czy to nie jest piękne i pełne nadziei dla nas wszystkich!?

 

Kiedyś rozmawialiśmy w gronie znajomych o tym, jak funkcjonuje ten świat i jak może wyglądać w przyszłości. Wszyscy mówiliśmy, że każdy tu może być szczęśliwy i mieć zapewnione wszelkie środki do życia czy istnienia, ale w momencie, jak zeszliśmy na bardziej szczegółowe omawianie tego tematu i rozmowę, jak np. mogłoby wyglądać zaopatrywanie kogoś w jedzenie, gdyby wybrał się w podróż, to zaraz podniosły się głosy, że otrzymywaliby na zasadzie wymiany - coś za coś jedzenie lub schronienie - nocleg. I tylko ja wtedy powiedziałem, że w świecie przyszłości będzie to niepotrzebne, bo każdy będzie otrzymywał wszystko, a w początkowej fazie tego nowego stanu świadomości - będzie zaopatrywany w to co niezbędne i potrzebne do życia, nie na zasadzie niewolniczego i wykalkulowanego mechanizmu "coś za coś", które właśnie również trzyma nas na obecnym poziomie świadomości, ale dostanie jabłka, czereśnie i ryż oraz miejsce do spania tylko dlatego, że jest i istnieje. Być może ktoś kiedyś da tym, którzy mu to ofiarowali coś, co to zrównoważy, ale być może nie. Nie będzie to konieczne. Nikt nie będzie tego oczekiwał. Nawet Wszechświat. Może z tego kiedyś skorzystają a może wystarczy im nagroda radości, że kogoś ugościli lub poczęstowali. Ci "otrzymali już swoją nagrodę".

Oczywiście nie chodzi tu o wykorzystywanie kogoś lub "przeginanie". Chodzi o to, że większość prac może być wykonana przez maszyny - ekologiczne i proludzkie oraz tych, którzy chcą, bo ich to np. bawi lub sprawia im przyjemność.

I jeśli komuś wydaje się taka wizja utopią - planem nie do zrealizowania, to ośmielę się powiedzieć, że kiedyś ludzie myśleli podobnie o powszechnej edukacji, kanalizacji i lotach w kosmos. Wystarczy tylko, abyś zaakceptował i uznał za prawdziwą jakąś wizję i ideę, a zaczyna się ona realizować i manifestować, również w twoim życiu.

 

Wszyscy jesteśmy tworem większej świadomości, która wyraża się poprzez wiele istot jedno- - a jeśli spojrzymy szerzej, to i różnogatunkowych. Jesteśmy jednością wyłaniającą się z Jednego. Ot i cała tajemnica. I im szybciej nauczymy siebie - poszczególne cząstki istnienia, szacunku do siebie nawzajem i współpracy, tym jej pozytywne efekty będą szybsze i większe a z czasem nawet nas zadziwią swoją wspaniałością, pięknem i dobrze rozumianą potęgą.

 

Dla jednych wkroczenie w przestrzeń Miłości to prawdziwe wyzwolenie. W tej przestrzeni nie ma problemów, karmy i kłopotów. Nie ma jednak też rozpamiętywania o tym co było i bolało. Nie ma również zdrad i rozpaczy po nich, bo każdy jest wolny. A to już dla niektórych może być nie do zaakceptowania, zwłaszcza, jeśli "tyle" pracy włożyli już np. w oczyszczanie podświadomości, poznawanie "swoich" wcieleń oraz pokrętnych negatywnych wzorców. Co prawda czasem ich uzdrawianie prowadzi do tej przestrzeni i tych wibracji świadomości, ale częściej właśnie one skutecznie trzymają daną osobę na dotychczasowym poziomie. I nie są w stanie uwierzyć, że można dokonać "takiego skoku", choć to tylko jeden krok. Jedno westchnienie, zrozumienie i decyzja, a raczej poddanie się i zaakceptowanie.

 

Czasem też, według mnie, przypominanie sobie niektórych wcieleń może się wiązać z procesem łączenia się z ogólnym zbiorem zapisu doświadczeń dusz, podświadomości, umysłów czy też osobnych jaźni. A ponieważ jesteśmy jednym polem, więc czasem można odebrać takie zapisy jako "swoje" i "dotyczące mnie". Nawet, jeżeli łączą się z silnymi emocjami. Nie od dziś obserwuje się zjawisko odczuwania przez niektórych, zwłaszcza początkujących bioterapeutów wszelkich bólów i dolegliwości pacjentów. Podłączyli się pod ich biopole, stając się na chwilę jednym z nimi.

 

Inaczej rzecz ujmując, albo patrząc z innego punktu widzenia, odczuwanie, oglądanie, przypominanie sobie niektórych wcieleń może też być procesem przechodzenia skumulowanej energii psychicznej - mentalnej od jednego ciała do drugiego. Taka skumulowana energia zbiera doświadczenia takiej jednostki i powoduje jej utożsamienie się ze swoimi przeżyciami, doświadczeniami jej zmysłów. Po jej śmierci ta energia przyczepia się do kolejnej osoby, której energia ciała zbliżona jest do energii zawartości tego balonu energii psychicznej.

 

Nie wchodzą w tę przestrzeń Strumienia Boskich Wibracji z pewnością nawiedzeńcy, Ci, którzy mędzą i zrzędzą godzinami czy ci, którzy wciąż coś uzdrawiają. To nie tak działa. To tylko zbliża do tej przestrzeni. Ale, aby do niej wejść potrzeba innego spojrzenia i zrozumienia. Innej akceptacji rzeczywistości i siebie. A to już wymaga mądrości i zawierzenia.

 

Więc jeśli wydaje się komuś, że dotarł do tej przestrzeni, ale coś mu się przypomina negatywnego lub nieprzyjemnego, to znaczy, że na pewno - przynajmniej teraz - nie jest w tej przestrzeni. W "teraz" jednostkowej świadomości nie ma takich doznań. To jest w sferze umysłu, który czasem otacza taką odrębną jaźń, aby mogła zadziałać i przetrwać w niższych wibracjach. I tyle.

                         

Prawdopodobnie też koncepcja karmy ogniskuje wokół siebie, umacnia osobowe istnienia - osobowe świadomości. Przyciąga je i scala bardziej, przynajmniej do pewnego stopnia, aby czerpać z nich i z tego procesu jakieś korzyści.

 

Ktoś sobie zorganizował tak pewien wycinek rzeczywistości, że kawałki jednego Stwórcy zostały uwięzione, po części na własne, wywołane głęboką nieświadomością, życzenie, w sferze ograniczonej świadomości i wybiórczego, selektywnego jej postrzegania oraz prawdy, którą są.

 

Jakie to ciekawe, że wiele interesujących kwestii pojawia się, niby mimochodem w różnych filmach jak "Matrix" czy "Startrek". Albo twórcy tych dzieł "coś wiedzą" od różnych istot czy też z jakichś, może tajnych dokumentów, do których mieli dostęp, albo… ktoś ich inspiruje - świadomie, bądź nie. Jest w którejś części Startreka, ukazana koncepcja powołania przez inną rasę iż ludzka, do istnienia sztucznej sfery, która ukazuje się w momencie śmierci w postaci tunelu białego światła, aby "spotkać się ze znanymi za życia ludźmi" a potem…znowu powrócić do życia na tej planecie lub innej podobnej w fizycznej gęstości. Bohaterka filmu zdała sobie sprawę, że to iluzja i uświadomiła sobie, że prawdziwa ona jest teraz budzona przez swych towarzyszy na ziemi. Obyśmy i my przebudzili się z tej iluzji, w którą nas wtłoczono i być może w którą sami się wtłoczyliśmy, głównie przez swoją nieuwagę i małą świadomość.

 

Aby się uwolnić od tej strefy, trzeba wyjść ponad nią. W inne, lepsze i swobodniejsze wibracje oraz sposób patrzenia, postrzegania i istnienia - poza myślami i umysłem, który "stwarza" koncepcje osobnych jaźni, które przecież zawsze były i są scalone ze Stwórcą, jednak jeżeli same z siebie uwierzą w ten koncept, to zaczynają żyć tą rzeczywistością, w którą wierzą. Koło się zamyka, a mamy przecież mamy z niego wyjść, aby wreszcie poczuć swobodę i wolność.

 

Od pewnego czasu jest moda na "pracę z duszą" czy też na "poziomie duszy". Część z tych praktyk jest przydatna i pomaga. Natomiast już pojawiają się od pewnego czasu osoby myślące i czujące podobnie jak ja, że osobowość, która pojawia się w danej inkarnacji, jest po części tworem duszy i jej poprzednich osobowości. Jest jej mniejszą cząstką, więc nie może "bez końca" cierpieć z winy duszy i jej głupich, nieadekwatnych do woli Wyższego Ja, Nadświadomości i Woli Boga - Stwórcy - Źródła, wyborów, planów i intencji. To jest chore. Coś tu nie gra. Konsekwencje karmiczne powinna ponosić sama dusza a nie dana osobowość. Dlatego jedynym moim zdaniem zadaniem dla duszy jest wejść w pasmo wibracji Wyższej Jaźni i Boga i działać zgodnie z nimi. Nic więcej ani mniej. Ponoszenie skutków karmicznych nie zainicjowanych przez daną osobowość, jest podobne do karania dzieci za to, że rodzice, lub nauczyciele w szkole nakazali im zrobić coś, co jest złe, głupie i nikomu niepotrzebne. To nauczyciela trzeba ukarać, a nie ucznia i dziecko.

A przecież właśnie to dana osobowość poza swoim unikalnym charakterem odziedzicza również spuściznę po innych osobowościach - chwilowych tworach duszy z "przeszłości", których oczywiście wzorce, utożsamienia się i plany mogą utrzymywać się przez wiele kolejnych inkarnacji cząstków duszy czyli wcieleń.

Warto również zwrócić uwagę, że dusza - zbiór osobowości poszczególnych inkarnacji jest raczej mentalnym tworem niż jakąś wyższą istotą. To co niektórzy opisują jako czysta dusza, to pasmo indywidualnej energii drgające i wibrujące zgodnie ze swoim przeznaczeniem od Boga - Stwórcy. Wtedy jest czysta, świetlista i święta. Oczywiście wszystko jest święte, bo pochodzi od Boga.

 

Często zdarza się tłumaczenie, że takie działania i przeżycia duszy, "doświadczenia" nawet te niekorzystne i niemiłe, uczą i rozwijają. Dla mnie jest to tylko częściowo prawdziwe, a w większości błędne. To tylko taki wabik. Podbechtanie czyjejś próżności, próba wywołania wyjątkowości takiej osoby. "Rozwijasz się", "doświadczasz przemiany tego świata" i go ułatwiasz mówią im/nam i chcą, abyśmy się bez końca babrali w tych klimatach. To zapewne wspomniane przeze mnie wcześniej istoty przyszykowały takie zawory bezpieczeństwa, aby ten wyższy - subtelny, ale jednak zniewalający i przechwytujący energię od poszczególnych istot system działał. Być może ostatnim wabikiem, który sprowadza wiele osób i istot z powrotem w koło reinkarnacji jest to, że myślą, łudzą się, że może "teraz" czyli w  tym wcieleniu w końcu "uda im się stworzyć ten wymarzony związek", najczęściej akurat z tą "pasującą do mnie najbardziej istotą". I tak się bujają przez tysiąclecia, zwłaszcza, że jak się okazuje część dusz może tworzyć po kilka - dwie lub więcej osobowości, których zadaniem wg planów duszy jest uciekanie od siebie albo robienie sobie krzywdy w taki czy inny sposób. No zabawa na całego. Ubaw po pachy. Tylko dla kogo i komu/czemu ma to służyć? Po prostu niektóre dusze źle wykorzystują swoje moce i możliwości. Bełtają, zamiast cieszyć się klarownością. I tak trwa to latami, wiekami, tysiącleciami…

 

Oczywiście można sobie mówić, że co to jest tysiąc lat wobec miliardów lat świata itd., ale jednak dla co mądrzejszych jest to jak zabawa na dużej karuzeli. Może i nawet fajne…w dzieciństwie albo na pół minuty, ale na dłużej jest to nienaturalna zabawka chorych umysłów, które potrzebują odwirowania z nich głupoty i emocji, które zasłaniają im widzenie siebie i normalne odczuwanie rzeczywistości.

Tu znowu może nastąpić długa dywagacja, że przecież "wszystkie emocje i uczucia są potrzebne i takie same". To również tylko w połowie prawda. Są potrzebne ale tylko na tych poziomach świadomości, wibracji i energii, na których występują. Na pewno nigdzie indziej, zwłaszcza w subtelniejszych energiach i polach świadomości. Nikt mądry nie będzie się przecież np. w nieskończoność katował smutkiem, złością czy chęcią zemsty. Można się w to pobawić krótko lub czasowo, ale po pewnym czasie dochodzi się do wniosku, że to słabe i niepotrzebne doznania, które odcinają, przesłaniają lepsze wibracje, odczucia i Boga. Wtedy zaczynają iść w tym kierunku. Omijają to co im nie sprzyja w ich drodze, a potem ich droga staje się tak silna, że cokolwiek ich spotyka, zachowują w sobie i wokół siebie te wibracje spokoju, zrozumienia, szacunku i wolności od wszystkiego i wszystkich, którzy nie współgrają z ich świadomością. Wtedy wchodzi się w strumień światła, który wynosi na poziom Wyższej Jaźni, a po uzyskaniu pełnej wewnętrznej zgody, poddania się całkowitego, jak mały kotek, którego mama chwyta w swą paszczę, aby go przenieść w bezpieczne miejsce, następuje pełne zlanie się z pasmem Źródła. Niektórzy też mówią o dążeniu takiej cząstki do nieskończonego początku Praźródła. Potrafię sobie to wyobrazić. Czuję to.

 

Kiedy osobowość, jej podświadomość oraz dusza współpracują z Wyższą Jaźnią, dzieje się to, co najlepsze. Wszystko jest lekkie i proste. Oczywiście czasami, gdy dusza przeważa, rzeczy dzieją się również szybko i są spektakularne, ale niekoniecznie przynoszą one korzyści osobowości a w konsekwencji i duszy. Tłumaczenia, że dusza poprzez nawet niekorzystne wydarzenia czegoś się "nauczyła" jest nieprawidłowe. Powoduje tylko, moim zdaniem, niepotrzebne, całkowicie zbędne cierpienie jednostki i jej osobowości. To od tego uwalniał Budda, którego świadomość moim zdaniem wyewoluowała dużo bardziej i wyżej, niż na przykład Jezusa. Dlaczego niektórym badaczom wychodzi inaczej, opisałem w innym artykule.

Dusza, jako sfera subtelniejsza od materii, w której rozgrywa się "dramat życia" zna i rozumie wszelkie konsekwencje swoich planów, ale "udaje" (patrząc z pewnej perspektywy), że ich nie zna i wymazuje ich pamięć w tej cząstce siebie, którą wpuszcza w daną inkarnację. Można co najwyżej powiedzieć, że dusza "bada", co jej "dzieci" - osobowości inkarnacji zmajstrują z tą cząstkową wiedzą, którą im dała. Znowu ubaw na całego. No uśmiać się można i… zapłakać.

To podobnie, jakby ciało badało, co dłoń lub stopa zrobią same z siebie, gdy umysł powie im, że mogą robić co chcą, albo - w skrajnych przypadkach, że nawet nie należą do niego. Ale rozwojowa zabawa… ileż emocji można poczuć, albo wyzwolić… Oczywiście czasem trzeba to zrobić, aby nie uszkodzić się od ich nadmiaru, ale z szerszej perspektywy, dużym zagrożeniem, zwłaszcza dla kobiet jest utknięcie w swych emocjach, które zasłaniają świat. Dla mężczyzn jest to natomiast agresja lub utknięcie w umyśle, swoich - nieswoich koncepcjach, które przytrzymują ich na tym poziomie świadomości.

 

Jedyny rzeczywisty rozwój, który nie jest rozwojem a może bardziej naturalnym ruchem energii i świadomości, jest wzrastanie i dążenie do światła - do Źródła.

 

Być może z jakiejś perspektywy, te cząstki energii - osobowości duszy mają spenetrować wszystkie dostępne im sposoby i metody działań, poruszania się, zanim odkryją tę najlepszą, najkrótszą i najmilszą drogę do Boga. Być może. Ale to jest tylko jeden z punktów widzenia. Być może niektórym takie działania odpowiadają. Mi chyba już nieszczególnie…

 

Część osób mówi, że to cała dusza inkarnuje. Świetnie. Rozumiem ten punkt widzenia. Wtedy jednak taka osoba miałaby od razu wgląd we wszystkie plany i poczynania duszy oraz od razu widziałaby wszelkie karmiczne działania z przeszłości wszystkich inkarnacji wcześniejszych osobowości duszy. Proszę mi pokazać taką istotę. Co, chowają się w Himalajach? Być może… Ile ich jest? Kilkanaście?

Dusza w pewnym sensie bawi się inkarnacjami i osobowościami, które współtworzy. Dla niej czasami to nawet nie jest aż tak istotne, jakby wyglądało z poziomu cierpiącej osobowości. Część dusz jest bowiem trochę nieświadoma a nawet odcięta od pasma wibracji Wyższej Jaźni i Boga. To powoduje mniej świadome i celowe działania.

Niektórzy mówią, że wszystkie działania są boskie i że i tak wszystko zmierza do Boga. I tak i nie. Pole doświadczeń odrębnych istot jest nieskończone ale ograniczone. Wystarczy narysować sobie okrąg. Przestrzeń wewnątrz niego jest skończona i ograniczona. Natomiast w jego środku jest pole nieskończonej ilości doświadczeń odrębnych istot, np. osobowości, a w szerszym polu, nawet dusz.

I tak np. wewnątrz tego okręgu z dowolnie umiejscowionego punktu A do dowolnie zlokalizowanego punktu B może biec najkrótsza droga, albo… nieskończenie wiele innych dróg. Rozumiesz? A właśnie niektóre dusze lubują się w odnajdywaniu tych wszystkich możliwych, innych niż najlepsza, najkrótsza i najbardziej właściwa dróg. Fajne? Zabawne? Może, ale dla kogo?

Warto zatem wyjść z tego pola zabaw i skierować swoją świadomość nieco wyżej, tak, aby z niego całkowicie wyjść. Bo poza tym, że można tutaj doświadczyć wszystkiego, można również cierpieć. A niektórym takie doświadczenia już się znudziły, albo dojrzeli ich schemat i nie chcą w tym już uczestniczyć. Być może też nabawili się tu wystarczająco długo lub na tyle spenetrowali paletę różnych doświadczeń, które sa tu możliwe, że ich już przestają one interesować i przyciągać.

Na tym polega współczesne prawo karmy. Na wypełnieniu się taką dozą świadomości, miłości i szczęścia oraz prawdy, aby opuścić tę sferę doświadczeń i skierować się do sfery błogości Wyższej Jaźni i doświadczania stałego strumienia Boga.

 

Podsumowując, karma to system kontroli i porządkowania niżej wibracyjnych przestrzeni. Tutaj na ziemi prawdopodobnie również za jej pomocą jesteśmy utrzymywani przez jakieś istoty na średnim - ogólnym poziomie świadomości, który póki co większości nie pozwalał na uwolnienie się z koła reinkarnacji osobowości. Pora więc przejrzeć to, zobaczyć ten system kontroli i uwolnić się od niego.

Najłatwiej zrobić to poprzez uwolnienie się od wszelkich przywiązań a nawet wyobrażeń, tworów, choćby najpiękniejszych, swojego umysłu i tych, które się w nim i przed nim pojawiają. Wtedy jest szansa na zobaczenie rzeczywistego - boskiego, złotego strumienia światła, które po śmierci odprowadza daną cząstkę duszy do jej Wyższej Jaźni a następnie do strumienia świadomości Boga. Inaczej te dusze i podświadomości są wychwytywane przez sztucznie stworzony system ich przechwytywania i wracania na ziemię w celu dalszej reinkarnacji. Część tego procesu może być całkowicie naturalna, ale też jego część może być przez kogoś zmodyfikowana i sztucznie wzmocniona. Wtedy pełni taką rolę jak pajęcza sieć.

W momencie śmierci nie ma co się za bardzo nabierać na "spotkania z bliskimi" po śmierci i inne temu podobne doznania. To może być tylko część sztucznego systemu do którego zostały zaprzęgnięte jak chomiki w klatce energie osobowości i części dusz. I tak ganiają oni w kółko w drucianym kołowrocie kolejnych żyć.

Zaciekawiły mnie kiedyś opisy różnego rodzaju "lecznicy dusz" itd., które ponoć są wokół ziemi. A zapewne…, tyle tylko, że w sferze mentalnej ziemi i zapewne jest to właśnie część stworzonego lub silnie wyobrażonego porządku, który ktoś zorganizował i podtrzymuje. Nie czuję tego jako ewidentną, rzeczywistą prawdę. To jakiś wycinek świata astralno-mentalnego, w którym można oczywiście długo egzystować. Nie podobają mi się w większości, w sensie energii i świadomości, osoby, które odebrały temu podobne przekazy. Tak jest na dzień dzisiejszy.

 

Dlatego warto uspokoić swój umysł i emocje. Spokojny umysł ma szansę zobaczyć prawdziwą rzeczywistość Boskiego Stworzenia i podążyć za nim, zamiast być przyciąganym przez złudzenia i błyskotki sztucznych, energetycznych i mentalnych tworów, w których najprawdopodobniej obecnie żyjemy. Niestety, cała trudność polega na tym, że nasze świadomości są trochę uwięzione w sferze mentalnej i to głównie w niej następuje cała mozolna droga uwalniania się od uzależnień i zniewoleń tej sfery i sztucznych tworów, które bierzemy za prawdziwe. Warto zamiast tego wybrać strumień Boga, bo w nim jest wszystko - również Ci kiedyś najbliżsi ludzie.

 

Myślę, że prędzej czy później Ziemianie wyewolują do takiego poziomu świadomości i technologii, że wszyscy zobaczą ten system i jego twórców. Wtedy znowu… pewnie będzie się działo, gdyż ten system wtedy zadziała, być może po raz pierwszy, przeciwko ich twórcom. Odczują wtedy potężne skutki swoich manipulacji i działań. Oby moja świadomość była już wtedy poza tym układem a może nawet słonecznym :) Tam, gdzie miłość i prawda działają stale.

 

Oczywiście na Ziemi również możemy spodziewać się Raju i miejsca powszechnej szczęśliwości. Z tym, że jeżeli według tych informacji, które się czasem pojawiają a dotyczących cykliczności przemian świata, ta Złota Era ma trwać około tysiąca lat w swoim szczycie. W najlepszej wersji ma trwać do czterech tysięcy lat. To niby dużo, ale jeżeli po tym na znowu nastąpić powolny zanik świadomości ludzi, to ja dziękuję. Może i bym chciał zobaczyć tę najlepszą wersję powszechnej szczęśliwości i dobrobytu na tej planecie, ale ani minuty dłużej po jej zakończeniu. Wolę sferę stałej Wszechogarniającej Miłości, Radości Szczęścia.