gallery/labedz9
gallery/labedz10

Strona Artmana o rozwoju duchowym,

samoświadomości, analizach, medytacji i oświeceniu

Uzdrawianie i wiara według Jezusa

(kiedyś napisałem kilka artykułów dotyczących tej postaci z uwagi na to, że wiedziałem, że jest grupa osób mocno do niego przywiązana i do tej konkretnej religii, która czasem zaglądała na moją stronę. Chciałem, aby nieco inaczej spojrzały na te zagadniania)

 

Z pewnością Jezus jest postacią, która w wielu kulturach i dla wielu osób jest bardzo ważna. Sporo osób uważa Go za Boga lub Syna Bożego, który ma zbawić świat. Najczęściej uważają tak, bo zostali wychowani w określonej religii i przedstawiono im te poglądy jako pewnik lub niepodważalne aksjomaty wiary. Inni natomiast uważają Go za takiego samego człowieka jak każdy z nas. Na każde z tych podejść można znaleźć zarówno wiele potwierdzeń, jak i zaprzeczeń.

Osobnym zagadnieniem jest to, że tak naprawdę mamy niebywale mało dowodów na istnienie historycznej postaci Jezusa. Gdyby w podobny sposób udowadniano współcześnie istnienie jakiejś osoby, dowody te byłyby bardzo wątpliwe. Ale wiele osób ma pewność…najczęściej wynika ona z wiary w to, że to, co im powiedziano w dzieciństwie na temat Jezusa jest absolutną prawdą. I to potwierdzają nawet niektórzy teologowie.

Mamy za to z pewnością wypowiedzi, które są mu przypisywane. Wiele z nich jest bardzo mądrych i zawiera prawdy duchowe. Ale równocześnie okazuje się, że np. w pismach znad Morza Martwego znaleziono zapiski bliźniaczo podobne do „kazania na górze”, które przypisuje się Jezusowi. Z tym, że póki co datuje się tamte dokumenty na około 100 lat przed naszą erą. Zatem jest pewne prawdopodobieństwo, że ta wiedza była już wcześniej a Jezus np., mógł się jej od kogoś nauczyć, chociażby przebywając w słynnym Qumran u esseńczyków.

Historie przypisywane Jezusowi zostały zebrane w czterech ewangeliach wchodzących w skład Nowego Testamentu, oraz w Ewangeliach Apokryficznych, nie uznawanych za natchnione przez Boga. Kto o tym zadecydował? Oczywiście ludzie:), na podstawie swojej wiedzy, wiary, intencji, planów, uprzedzeń i poziomu świadomości.

W tym artykule omówię sposób w jaki uzdrawiał Jezus. Opieram się tylko na źródle, jakim są cztery podstawowe ewangelie, napisane prawdopodobnie kilkadziesiąt lat po opisywanych wydarzeniach. Są one uznawane obecnie przez kościół katolicki. Pokażę dokładnie, co zostało tam przedstawione i jak można to rozumieć. Będę bazował na tym materiale, nie odwołując się ani do legend, ani do nadinterpretacji, które przez lata narosły wokół tego tekstu. Przedstawiam tutaj moje rozumienie przedstawionego tekstu. Ty możesz mieć swoje własne.

Szczególną uwagę zwrócę na to, co robił i co DOKŁADNIE mówił Jezus. Bo jest w tych słowach głęboka mądrość psychologiczna, która od wieków używana jest przez najróżniejszych uzdrowicieli z różnych kręgów kulturowych i religijnych.

Nawet, jeżeli wydaje Ci się, że dokładnie znasz treść ewangelii i słowa Jezusa, to po pierwsze: dużo osób nie czyta Nowego Testamentu, a jedynie słucha go, np. podczas mszy. Po drugie, nawet, gdy te osoby czytają ten tekst, to rozumieją go najczęściej zgodnie z przyjętą i podawaną im przez różnych nauczycieli i kapłanów interpretacją. A ta nie zawsze musi być prawdziwa czy odpowiednia dla danych czasów. Dlatego zachęcam do samodzielnej lektury, aby samemu zobaczyć, przemyśleć i zrozumieć te słowa.

Takie samodzielnie studiowanie podobnych materiałów to dobra okazja do tego, aby zapoznać się z ciekawymi przykładami i naukami duchowymi. Będzie to również sposobność do tego, aby przyjrzeć się im uważniej i zastanowić nad tym, czy otoczka jakiejś ideologii nie przesłania faktycznej ich treści.

Po pierwsze widać, że Jezus uzdrawiał zarówno osoby chorujące na duszy czy też duchu, jak np. osoby opętane. Pierwszą osobą, którą, jak podaje uważana za najstarszą, ewangelia Marka, uzdrowił Jezus w synagodze, był opętany przez nieczystego ducha. Została opisana następująca sytuacja – duchy w tym człowieku odezwały się do Niego w taki sposób:

„Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: - Czego chcesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży. Lecz Jezus rozkazał mu surowo: - Milcz i wyjdź z niego! Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego. A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: - Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne.”

 

Oddzielam wypowiedź ludzi, po słowach Jezusa, bo to już jest ich interpretacja, całkiem zresztą ciekawa. A interpretacja nie zawsze trafia w sedno. W tym jednak przypadku jest bliska prawdy.

Zapewne, aby poprawnie zinterpretować tę opisaną sytuację, należałoby wrócić do pierwotnego źródła pisanego, o ile jeszcze istnieje, aby poznać prawidłowe znaczenie wszystkich wypowiedzianych słów, wraz z ich przenośniami i znaczeniami pobocznymi. Tutaj raczej nie mamy na to czasu, więc zaufamy w pewnej mierze tłumaczom.

Co prawda jeszcze lepiej byłoby osobiście uczestniczyć w opisanych wydarzeniach, bo czasem opowieści i wersje wydarzeń tej samej sytuacji przez różne osoby są bardzo odmienne. Ale i na to, póki co, nie możemy sobie pozwolić.

Zatem - co robi Jezus w takiej sytuacji? Zdecydowanie nakazuje duchowi nieczystemu milczenie, czyli nie jest ważne dla Niego to, co on mówi. Bo czym jest ten duch określany jako nieczysty. To najprawdopodobniej dusza nieżyjącej już osoby. Jak pewnie już nie raz słyszałeś z różnych źródeł opisujących relację osób z pogranicza śmierci, następuje wtedy podróż poprzez tunel światła do sfery, w której czeka na takie istoty ich Przewodnik Duchowy – Opiekun, który prowadzi ich we właściwe dla nich miejsce, albo tłumaczy im, co się im przydarzyło i co się z nimi dzieje. Dzieje się tak zwłaszcza, gdy ktoś umiera w sposób świadomy i pogodzony ze sobą i życiem. Dusza wędruje od razu w odpowiednie dla niej sfery i zbliża się do Boga. Ale czasem dusza nie chce opuścić planu ziemskiego i wtedy „czepia się” na siłę miejsc lub ludzi, których znała za życia. Aby jednak pozostać tu w świecie materialnym, potrzebuje energii, którą często pobiera od istot żywych. Czasem też na trwale opętuje ludzi czy zwierzęta, wchodząc w ich ciała i próbując nimi kierować, wpływając na wolę gospodarza, czyli macierzystej duszy zamieszkującej dane ciało. Zapewne z taką duszą – takimi duszami miał do czynienia Jezus w tej sytuacji.

Duchy mogą mówić wiele – to czego dowiedziały się za swojego życia lub to, co potrafią „odczytać” z żyjącej osoby, jeśli się tego nauczyły za życia, albo wyłapują telepatycznie różne informacje od innych podobnych im istot.

Jezus zdecydowanie nakazuje im opuścić opętaną osobę. Uwalnia równocześnie ducha a ściślej dusze, które opętały tę osobę (bo mamy liczbę mnogą) i mogły one, gdyby zechciały poddać się temu naturalnemu biegowi spraw, podążyć do Boga i jego Światłości, a nie trzymać się ziemi, gdzie ich czas w tamtym życiu już minął. Tym samym uzdrawia ciało i psychikę tej osoby, w której te dusze się chwilowo zagnieździły.

Ta osoba odzyskała swoją wolę i została oczyszczona. Na nowo jest w pełni poczytalną i odpowiedzialną za siebie osobą. W innym przykładzie takie uwolnione z ciała duchy wcale nie chcą odchodzić z ziemi, a Jezus pomógł im wejść w ciała świń. Dlaczego tak uczynił? Nie wiadomo. Przecież świnie tak samo były przez nie dręczone jak ów człowiek. Na dodatek doprowadziły one do śmierci zwierząt. No cóż…

Inną ciekawą sprawą, na którą warto zwrócić uwagę jest to, że tekst źródłowy, mówi, że dana osoba została opętana przez ducha i dodaje się jego przymiotnik – „nieczystego”, co może sugerować, że mogą być również duchy „czyste”, przez które prawdopodobnie również można być czasowo opętanym. Być może czasem nawet osoby dobre za życia, dla jakichś swoich celów lub nie chcąc się pogodzić z fizycznym odejściem w danym życiu z tego świata, postanawiają kogoś opętać, aby ssać-czerpać z niego energię potrzebną do zamanifestowania się w świecie fizycznym. Czasem np. takie zmarłe osoby – ich dusze pozostają przy bliskich im osobach, aby w swoim pojęciu je chronić lub przed czymś ostrzec, albo przekazać jakąś informację – np. gdzie coś zostawiły lub kto jest za coś odpowiedzialny. Takie przebywanie przy żywych osobach często dzieje się kosztem ich sił życiowych i psychicznych.

Zatem w opisanym przykładzie widać, że tamte duchy były raczej o tendencjach negatywnych i złośliwych.

 

W kolejnym przykładzie Jezus podnosi za rękę leżącą w gorączce teściową Szymona i gorączka natychmiast u niej ustępuje. Czyli Jezus potrafi wpływać nie tylko na niematerialne dusze – duchy, ale również umie wpływać na funkcje ciała i jego stan oraz powodować jego polepszenie.

 

W tej ewangelii pada zdanie, iż „Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.”

Moim zdaniem nie chodziło tu o to, że wiedziały kim jest Jezus, tylko dlatego, że przy okazji wygadywały najprawdopodobniej różne głupoty, próbując sobą zainteresować ludzi lub odwrócić od siebie ich uwagę.

 

Zdanie narratora, że Jezus nie chce, by o nim mówiono, raczej nie ma zbyt wielkiego sensu, zwłaszcza, że jak mniema część osób, przyszedł zbawić świat i szerzyć dobrą nowinę o Bogu i Jego miłosierdziu. Zatem zależałoby Mu na szerokim tego rozpropagowaniu od samego początku. Zwłaszcza, że trochę dalej w tej samej ewangelii przypisane są Jezusowi następujące słowa: Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem. Zatem kwestia, iż zabraniał mówić duchom, gdyż wiedziały, kim on jest raczej pochodzi od spisujących ewangelię, którzy próbowali przypisać Jezusowi skromność. Chcieli podkreślić, że nawet, gdy robi coś dobrego – uzdrawia kogoś, to nie chce aby go za to wychwalano.

Ciekawą kwestią, która powtarza się w wielu uzdrowieniach Jezusa jest kwestia wiary. Tak oto opisywana jest sytuacja uzdrowienia osoby sparaliżowanej.

Wygląda to tak:

„Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus, widząc ich wiarę, rzekł do paralityka: «Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy». A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w sercach swoich: «Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, oprócz jednego Boga?» Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: «Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź? Otóż, żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów - rzekł do paralityka: Mówię ci: Wstań, weź swoje łoże i idź do domu!». On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: «Jeszcze nigdy nie widzieliśmy czegoś podobnego.

Jest wyraźnie napisane, że Jezus widząc ich WIARĘ postanowił mu pomóc i go uzdrowić, a raczej pomóc w uzdrowieniu. Ta sytuacja pokazuje również, że choroby mogą mieć swój początek w duszy i umyśle człowieka. Mówiąc do paralityka, że odpuszczają się jego grzechy, zasiał na powrót  w nim spokój. Bo czymże jest ten grzech, jak nie jakimś złym uczynkiem względem siebie albo bliźnich? Widać ten człowiek zadręczał się poczuciem winy za to, co zrobił i tym negatywnym myśleniem i stanem emocjonalnym doprowadził się aż do choroby swojego ciała – paraliżu. Odpuszczenie win to proces polegający na zaprzestaniu utożsamiania się z tamtym wydarzeniem i jego konsekwencjami. Na zaprzestaniu kurczowego trzymania ich w swojej świadomości. Po prostu odpuszczamy sobie i innym. Do takiego oczyszczania służą takie praktyki i rytuały, jak spowiedź czyli przyznanie się do winy. Oczywiście niestety była ona często w historii wykorzystywana do manipulowania ludźmi, poprzez wyciąganie z nich potrzebnych informacji. Również innej uzdrowionej osobie Jezus powiedział: „- Oto wyzdrowiałeś. Nie grzesz już więcej, aby ci się coś gorszego nie przydarzyło»”.

Gdy osoba, która popełniła jakiś błąd, np. skrzywdziła kogoś, odkrywa swoją winę i chce wynagrodzić uczynioną krzywdę, to ustępuje z niej poczucie winy – to brzemię, które ciąży na psychice często bardziej niż fizyczny ciężar. Jezus bardzo wyraźnie zwraca na to uwagę, mówiąc innym osobom, które być może nie znały tych praw, że „Cóż jest łatwiej: powiedzieć do paralityka: Odpuszczają ci się twoje grzechy, czy też powiedzieć: Wstań, weź swoje łoże i chodź?” Chodzi tutaj o to, że najpierw należy oczyścić duszę, psychikę i serce, aby zamanifestowało się fizyczne uzdrowienie. Bez porządku w tej sferze, bez przywrócenia harmonii w duszy, nawet Jezus, gdyby powiedział mu, aby wstał, to uzdrowienie mogłoby nie nastąpić. A gdy ten człowiek uwierzył, że jego winy – grzechy są mu odpuszczone, rozluźnił się, poczuł na nowo dobrze i jego ciało mogło powrócić do zdrowia, ciesząc się na powrót życiem i istnieniem.

I tutaj ważna kwestia. Jezus pomógł temu człowiekowi widząc jego i jego pomocników wiarę. Ale nie wiarę katolicką czy chrześcijańską, zwłaszcza, że w tamtych czasach nie było tych religii, co najwyżej mogła to być wiara w judaizm. Nie chodzi nawet o wiarę w jakąkolwiek religię, czy ideologię. Jemu chodziło o wiarę jako „silne przeświadczenie o możliwości wydarzenia się czegoś”. To przeświadczenie na miarę pewności, bez dopuszczania do siebie innych możliwości. Jest to znane od lat zjawisko, na którym bazuje wielu uzdrowicieli, pobudzając ten rodzaj wiary u swoich pacjentów czy klientów. Ten rodzaj uzdrowień następuje moim zdaniem często w tzw. miejscach świętych czy „objawień”. I nie zawsze jakość tych miejsc czy objawień ma znaczenie dla osoby oczekującej uzdrowienia, bo liczy się jej własna wiara w powrót do zdrowia, albo uzdrowienie za sprawą jakiejś świętej osoby czy miejsca.

Warto to wiedzieć, gdy czyta się podobne teksty mistyczne czy religijne, bo często nie odnoszą się one do określonej religii czy ideologii, ale właśnie do uniwersalnych praw umysłu, ducha czy psychiki, które działają u większości ludzi.

Jeżeli czytając to zżymasz się, że jakże to, przecież Jezus był wszechmocny i mógł uleczyć każdego, to…czytaj dalej. Bo właśnie kolejna opisana sytuacja przedstawia tę kwestię.

„A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc przyszła od tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: «Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa». Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: «Kto się dotknął mojego płaszcza?» Odpowiedzieli Mu uczniowie: «Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: Kto się Mnie dotknął». On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: «Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości!».

Najważniejszym zdaniem z tej opowieści jest znowu stwierdzenie, że to jej własna wiara ją ocaliła. Jezus był tylko katalizatorem uzdrowienia. Nie mówi, że to On ją uzdrowił. Nie mówi nawet, że to Bóg ją uzdrowił. Jedyne, co powiedział, to to, że to jej własna wiara ją uzdrowiła. Dla wielu wierzących, a zwłaszcza chrześcijan może to być szok, jeśli nie zdziwienie.

Jezus ułatwił jej „tylko” zadziałanie mocy jej wiary we własne uzdrowienie a raczej – w tym przypadku, w to, że Jezus ją uzdrowi, czy też mówiąc jeszcze ściślej – że gdy dotknie Jezusa, będzie uzdrowiona. Tak zadziałała Jej własna wiara w uzdrowienie, która zamanifestowała się powrotem zdrowia. Taka wiara w pojawienie się czegoś – np. zdrowia to wielka siła psychiczna, która porusza energię wszechświata. Jasno ukierunkowana myśl czy słowo i postanowienie wpływają na ciało, na materię.

Wiem, że w oficjalnych interpretacjach biblii rzadko zwraca się na to uwagę. Ale chyba wreszcie pora, aby nauczyć się czytać i rozumieć to, co zostało tam napisane, bez naleciałości określonej ideologii czy religii.

Kolejną grupą osób, które ponoć Jezus uzdrawiał, to osoby, które umarły. Z tym, że sam Jezus stwierdzał, że dziewczynka, którą uznawano za zmarłą, po prostu śpi. Nie raz zdarzały się przypadki, gdy osoby, u których stwierdzano zgon, po prostu się po kilkudziesięciu minutach czy nawet wielu godzinach budziły. Mógł to być rodzaj transu, chwilowej zapaści organizmu, albo też po prostu „cudowne” powrócenie do życia, np. za sprawą swojego Opiekuna Duchowego czy też Boga. Nie należy również wykluczać w tym konkretnym przypadku uzdrowienia dziewczynki przez Jezusa, tego, że mówiąc, iż ona tylko śpi, chciał w ten sposób po prostu uspokoić rodziców, aby nie wpadali w panikę i nie traktowali jej powrotu do zdrowia, czy też życia jako coś niezwykłego.

W przypadku wskrzeszenia Łazarza oprócz tego, że mógł uzdrowić człowieka umarłego przez 3 dni, jest jeszcze czasem pojawiająca się interpretacja, że to „uzdrowienie” mogło polegać na tym, że Jezus przywrócił pełnię praw do życia w społeczności żydowskiej tej osobie. Bo taką osobę ponoć nazywano w tamtych czasach „umarłą”. Tak jak dziś kogoś nazywa się „gwiazdą”. Zatem być może Łazarz żył, a jedynie za jakieś przewinienia wykluczono go (czasowo bądź nie) ze wspólnoty żydowskiej. Tak uważa jedna z teologów.

Oczywiście nie oznacza to, że czasem moc czy wiedza Jezusa nie mogły być decydujące w takich uzdrowieniach. W końcu mógł swoją osobą i samą swoją obecnością powiększyć ich wiarę. Tak mogło być w przypadku osób ciężko chorych – trędowatych. W tym przypadku biblia podaje, że:

„Wtedy przyszedł do Niego trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: -  Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: - Chcę, bądź oczyszczony. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: - Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich.”

Dlaczego Jezus nakazał mu, aby o tym głośno nie rozprawiał a tylko pokazał się kapłanom? Otóż interpretacji może być kilka. Pierwsza to ta, że chciał pozostać w cieniu i np. swobodnie – bez tłumu ludzi czy obserwatorów, przemieszczać się po okolicy. Druga – chciał, aby wiara w uzdrowienie ugruntowała się w jego umyśle, czyli nie chciał, aby jakiś niedowiarek, który np. znał czy widział wcześniej uzdrowionego, nie powiedział czegoś w rodzaju, że „to niemożliwe”, albo że to „dzieło złego ducha”. Wtedy wiara, ufność świeżo uzdrowionego mogła by upaść.

No i trzecia interpretacja – będąca hipotezą i przypuszczeniem. Wiadomo obecnie, że prawdopodobnie Jezus był jednym z kilku osób namaszczanych na proroka w tamtych czasach. Pomiędzy różnymi ugrupowaniami dochodziło do sprzeczek o to, który z nich jest głównym lub tym właściwym. Zatem Jezus mógł po prostu prowadzić jakąś swoją rozgrywkę polityczno-religijną z tymi kapłanami, próbując im np. udowodnić swoją wyższość. I to wcale nie umniejsza Jego zdolności wpływania na ludzi, ich uzdrawiania czy nauczania o dobrych rzeczach. To mogło się dziać równolegle.

Mam tylko głęboką nadzieję, że nie zachodziła tam ewentualność, że człowiek ten mógł być zdrowy, udawać chorego, np. poprzez ubranie się w cuchnące łachmany, a gdy Jezus go „uzdrowił”, co miało wywrzeć wrażenie na kapłanach (mógł np. kręcić się przez kilka dni koło nich, narzekając na swoją dolę i ból), to właśnie miał iść do kapłanów, aby Ci zobaczyli „moc” Jezusa i uznali go za właściwego „proroka”, który miał patent na nauczanie w imię Boga na tym terenie. Obecnie znane są przypadki podobnego postępowania charyzmatycznych kaznodziejów, którzy najpierw wmawiają choremu jakąś dolegliwość albo wynajmują podstawionych, zdrowych ludzi a potem szybko ich „leczą”. Niektórzy lekarze też czasem tak czynią. Nie mówię, że tak było, bo musiałbym tam być, aby to stwierdzić, ale jest pewna doza możliwości, że i to mogłoby być prawdopodobne. I wcale – jak już wyraźnie powiedziałem – nie umniejsza to innych dobrych dokonań Jezusa.

Jeżeli pałasz teraz świętym oburzeniem, na to, co przeczytałeś, bo przecież Twój Bóg – Jezus, Syn Boży jest doskonały, to proponuję, abyś teraz na spokojnie, zastanowił się nad tym, co On uczynił pewnemu niewinnemu drzewu figowemu. Rozpatrz tę sprawę tak, jakby to uczynił nie Jezus, ale np. Twój sąsiad, albo znajomy. Co byś wtedy o nim pomyślał?

Ta opowieść zawiera również pewną bardzo ważną kwestię, o której należy wiedzieć. Ale najpierw opisana historia:

„Nazajutrz, gdy wyszli oni z Betanii, uczuł głód. A widząc z daleka drzewo figowe, okryte liśćmi, podszedł ku niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz przyszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa: - Niech nikt nigdy nie je owocu z ciebie! Słyszeli to Jego uczniowie. Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe od korzeni. Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego: - Rabbi, patrz, drzewo figowe, któreś przeklął, uschło. Jezus im odpowiedział: - Miejcie wiarę w Boga! Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: "Podnieś się i rzuć się w morze", a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze.”

To bardzo dobry przykład na to, że i Jezusowi zdarzało się popełnić błąd a już na pewno niepotrzebne działanie, które nie przyniosło nic pozytywnego. Bo co mu było winne drzewo figowe, że nie miało na sobie owoców, skoro TO NIE BYŁ CZAS NA FIGI!? To tak, jakby zżymać się na jabłonkę, że nie owocuje w grudniu – przynajmniej w Europie. Nonsens! Jednak głodny Jezus nie wytrzymał i wkurzony powiedział Z MOCĄ, żeby nikt już nie jadł z tego drzewka owoców. A wiara to moc. To energia. To silne przeświadczenie. I biedne drzewko pod wpływem tej mocy i wiary Jezusa uschło. Zatem warto zwracać uwagę na swoje intencje, nastawienie i to, aby z mocą i wiarą wypowiadać, myśleć i działać ALE TYLKO W SPOSÓB POZYTYWNY, bo inaczej – tak jak mówi Jezus, nawet góra się przesunie, jeśli ktoś w to uwierzy. Czyli warto najpierw zbadać, czy to, czego sobie czy innym życzymy, jest pozytywne. Bo inaczej nasza wiara może przynieść komuś krzywdę lub cierpienie.

To stąd często tyle nieporozumień i niezrozumienia pomiędzy ludźmi – są oni nieświadomi mocy swojej wiary, która się spełnia. Realizują negatywne wizje swoich umysłów,  a potem są tym przerażeni i często obwiniają o to innych, zapominając, że przecież sami uruchomili kiedyś tę moc.

Poprzez inne uzdrowienie – paralityka w szabat – dzień święty, w który pobożnym Żydom nic nie wolno było robić, Jezus pokazał ludziom, a zwłaszcza kapłanom w synagodze, że nie wszystkie stare zalecenia ich tradycji są sensowne, bo przecież w każdej chwili warto czynić dobro. Zatem czasem takie uzdrowienia były dokonywane bardziej po to, aby przekazać ludziom jakąś nowa prawdę.

Ciekawym przypadkiem jest opis uzdrawiania niewidomego, którego Jezus uzdrawia w dwóch etapach – po zwilżeniu mu oczu śliną i położeniu rąk na oczy, zapytał go, czy widzi, na co ten odparł, że „Widzę ludzi, bo gdy chodzą, dostrzegam ich niby drzewa”, czyli niezbyt wyraźnie. Dopiero, gdy Jezus położył mu powtórnie ręce na oczy, zaczął normalnie widzieć. Być może wiara uzdrawianego wzrastała stopniowo.

Przy uzdrawianiu pewnego młodego epileptyka, ojciec chorego prosił Jezusa: - Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam! Jezus mu odrzekł: - Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: - Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”

W innym przypadku, gdy niewidomy nawoływał Jezusa, ten kazał go przywołać i zapytał go: „- Co, chcesz, abym ci uczynił? Powiedział Mu niewidomy: - Rabbuni (nauczycielu), żebym przejrzał. Jezus mu rzekł: - Idź, twoja wiara cię uzdrowiła.”

Znowu to odwołanie do wiary:). Jak już wspomniałem, nie dotyczyło to wiary katolickiej, chrześcijańskiej, ani w żadną inną religię. Chodziło o przeświadczenie uzdrawianego, że może być uzdrowiony przez tę konkretną osobę. W zasadzie, bardziej się liczy sam akt wiary – przeświadczenia, że uzdrowienie jest możliwe. Taka interpretacja a właściwie prawda z pewnością nie wszystkim jest na rękę. Ale cóż…przecież Jezus nawoływał do tego, aby szukać prawdy. Zatem czy jesteś Jego uczniem i go naśladujesz w tym, czego nauczał, czy tylko zachowujesz ideologię pewnego nurtu religijnego, który się na niego powołuje?

 „Pewien setnik (wojskowy) prosił Jezusa, mówiąc: «Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi» Rzekł mu Jezus: «Przyjdę i uzdrowię go». Lecz setnik odpowiedział: «Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: "Idź!" - a idzie; drugiemu: "Chodź tu!" - a przychodzi; a słudze: "Zrób to!" - a robi». Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: «Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim. A synowie królestwa zostaną wyrzuceni na zewnątrz - w ciemność; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów». Do setnika zaś Jezus rzekł: «Idź, niech ci się stanie, jak uwierzyłeś». I o tej godzinie jego sługa odzyskał zdrowie.”

Być może teraz w dobie telewizji, Internetu i telefonów komórkowych nie docenisz w pełni wyjątkowości tego setnika. Otóż on nie wymagał, aby Uzdrowiciel zjawił się osobiście przy chorym. On ufał-wierzył-miał głębokie przeświadczenie, że wystarczy, aby Jezus wypowiedział odpowiednie słowo, aby jego sługa został uzdrowiony. Dziś posługujemy się telefonami, Internetem, więc wiemy, że nie musi być zawsze osobistego kontaktu, aby coś załatwić, ale w tamtych czasach to było wyjątkowe. Co prawda od lat wojskowi zwłaszcza wysyłali sobie nawzajem rozkazy na piśmie czy przekazywane ustnie, ale tutaj nawet tego miało nie być. Jemu wystarczyło samo zapewnienie Jezusa, że jego służący wydobrzeje. On posiadał tę konieczną do uzdrowienia tej osoby wiarę.

Ewangelia opisuje również, jak Jezus pyta pewnych dwóch niewidomych, którzy przyszli do niego po uzdrowienie: „ - Wierzycie, że mogę to uczynić? Oni odpowiedzieli Mu: «Tak, Panie!» Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: «Według wiary waszej niech wam się stanie!” Ach…znowu ta wiara…Do pewnej kobiety, która usilnie prosiła Go o uzdrowienie córki z opętania, odpowiedział: „O niewiasto wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz!

Jeszcze na jedną kwestię chcę zwrócić uwagę. Otóż przy tym przedstawionym rozumieniu wiary, człowiek uwiadamia sobie, że np. można mieć małą wiarę w sensie np. wiary katolickiej czy chrześcijańskiej, albo hinduskiej czy muzułmańskiej, ale równocześnie można mieć wielką wiarę – przekonanie o tym, że coś się stanie, że coś się zadzieje i zamanifestuje. A tym samym, równocześnie można mieć wielką wiarę w jakąś religię – np. buddyzm, a równocześnie nie mieć silnej wiary w to, że coś się pojawi, że coś zostanie zrealizowane. A Jezus, wypowiadając słowo wiara, bardzo często miał na myśli właśnie tę moc sprawczą – przekonanie o tym, że coś jest możliwe. Tych, którzy mieli takie zaufanie, nazywał ludźmi wielkiej wiary.

Kiedyś była jedna interpretacja i wykładnia każdego wydarzenia czy prawdy. Teraz jednak jest ich wiele, a nawet można powiedzieć, że każdy z nas ma własne spojrzenie i rozumienie zagadnienia. Dlatego również w przypadku Jezusa, sam możesz wybrać to, co dla Ciebie jest prawdą. I to bez względu na to, jak bardzo i jak wiele autorytetów z różnych dziedzin mówi Ci, że coś jest prawdą. Oni również mogą się mylić, albo z czasem zmienić zdanie. I najważniejsze – zawsze warto sobie zadawać takie pytanie: czy jeżeli szukając prawdy okaże się, że to w co wierzyłem, nawet przez wiele lat, nie jest prawdą, to czy przyjmę tę prawdę, czy też pozostanę przy starej wierze. Bo tylko przyjmując prawdę, można żyć w prawdzie. 

Życzę Ci, abyś był człowiekiem wielkiej, pozytywnej wiary. Bo tylko dzięki temu zarówno Ty, jak i świat będzie mógł zmieniać się na lepsze.